niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział XLIII

8 listopada 2013r.

-No to Szpaku, teraz już wiesz wszystko o mnie, każda najważniejsza akcja z mojego życia jest teraz nagrana tu. – popukałem się kilka razy palcem wskazującym po skroni. Kiwnął głową na znak, że zrozumiał co miałem na myśli.
-Trochę przeżyliśmy stary – powiedział z delikatnym uśmiechem na twarzy – te wszystkie jazdy, imprezy, strzelaniny, produkcje. – kontynuował z fascynacją.
-Co fakt, to fakt, cholera, ostatnio zjadają mnie wyrzuty sumienia po tym jak traktowałem moją kobietę. – wróciłem do wspomnień, wszystkie kobiety, seks z tyloma, że już nawet nie potrafię ich policzyć, bo nie byłem w stanie spamiętać imion.
-Wiesz przynajmniej ile razy to zrobiłeś?
-Nie wiem, ważne że zrobiłem to wiele razy. Boli w chuj. Bo przecież nie powinienem. – Z poczuciem winy wstaję od stołu, na którym leży album ze zdjęciami, biorę szklankę, nalewam trochę alkoholu i staję przy oknie by podziwiać widok na morze. Odpalam papierosa, a Szpak staje tuż obok mnie i klepie po ramieniu na znak zrozumienia. Stoimy w takim milczeniu przez kilka minut, aż usłyszałem trzask drzwi, szybkie, silne stąpanie. Ten dźwięk obcasów od lat mi mówi, że Iza jest na mnie wkurwiona o coś i właśnie nadchodzi mnie opierdolić. Wchodzi do gabinetu.
-Ty jebany skurwysynu! – podeszła do mnie i strzeliła mi w twarz. – Od jak dawna i z iloma?! – Dowiedziała się… Ale skąd? Ktoś wychlapał?
-Co? – udawałem głupka, próbowałem kłamać… Znów. Potem w tym całym wrzasku i łzach wyłapałem, że Iza złapała wirusa HIV. A to znaczy, że sam jestem nosicielem. Złapałem się za głowę, usiadłem na krześle, złapałem za moje czarne, pofarbowane włosy… Po kilku minutach Iza wchodzi jeszcze raz do gabinetu, tym razem z moim pistoletem, który nie był używany od lat.
-Nie! Nie! Nie mogę tak dłużej! Kurwa! Ty nielojalny skurwielu! Tyle lat! Tyle lat cie kurwa utrzymywałam na nogach, gdy nie potrafiłeś już tego wszystkiego dłużej ciągnąć! Dałam ci szanse, czekałam na ciebie prawie 3 lata żebyś się ogarnął, a ty jebałeś wszystko co tylko chodziło! Ty! Ty! Uh! Nienawidzę cię – wrzeszczała jak nigdy, nagle bum! Ból, mój wrzask, krew. Iza postrzeliła mnie w nogę.
-Kurwa! Iza! Ja pierdole! Ty mnie postrzeliłaś!
-Jeszcze nie skończyłam cwelu! Mam ochotę cie zabić! – kłótnia trwała i trwała, prawie udało mi się przekonać Izę, by oddała mi pistolet. Niestety, odsunęła się.
-Radek, przepraszam, ale nie mam sił już do ciebie, tak będzie lepiej. – Usłyszałem trzy wystrzały i nim się obejrzałem, leżałem na podłodze, nie mogłem nic powiedzieć, ból był ogromny, a krew napływała mi do jamy ustnej, kaszlnąłem, moja biała koszula zmieniała kolor na ciemną czerwień. Ostatecznie Iza podeszła, wycelowała w moją głowę. Wahała się długi czas, a mi w głowie rozbrzmiewał najnowszy wiersz Szpaka.

Jeśli zaznasz głodu

Zmieniam swoje życie, nowa baza,
koniec z tym, pf.. Robienie z siebie błazna,
po latach robota nie jest łatwa...
Romantyzm wymiera, zło się wdziera,
wtedy każdy tyłek do ciebie dociera,
to wszystko wszystkie uczucia ściera,
a chęć na gorący seks napiera.
Pieprzone gówno, wybiegłem do przodu,
lecz gdy raz już zaznasz głodu,
zawsze będziesz chciał go nasycić,
twój umysł ten głód poniżej pasa chce przemycić,
jeśli nie zdążysz tego przechwycić,
wchodzisz w strefy zdrad,
a więc w twarz zaczyna ci walić grad,
bo jesteś po środku pustkowia,
a demony testują na tobie nowe grzechy,
które nigdy nie były ujęte przez testament,
nawet nie wiesz, że piszesz już nowy sakrament,
spisany z twojej krwi, spładza lub rodzi,
to tylko kolejne pokolenia, te same błędy, popełniają je młodzi,
ludzkie łzy to ich słodzik,
dlatego jeśli zmieniasz swoje życie,
oddaj swój głód tej jednej kobiecie.
Karma da ci wszystko jeśli ją będziesz pielęgnował,
nigdy nie pozwoli ci byś się z nią targował,
jeśli zechce cie przeleć, to zrobi to bez wahania,
lecz gdy już to zrobi, wychodzisz na bezbronnego drania,
który niby nie ma nic do stracenia,
ale jednak zawsze coś stracisz, a każda strata boli,
byłeś żołnierzem, ale kto by pomyślał, że to kobieta cie rozbroi.


Tak skończyła się historia Radka Polańskiego, znanego jako Kruk. Wybitny umysł, światowej klasy gangster z Polski, który siał rozpierdol jak Tony Montana. Taki nasz, własny Polski Montana. Znałem go był dobrym przyjacielem, dbał o mnie, dbał o wszystkich. Postrzelony ponad 10 razy, przetrwał wszystko, lecz kto by się spodziewał, że zabije go jego własna żona? Popełniła na nim egzekucję, na dodatek jeszcze na moich oczach. Czy będzie o nim głośno? Nie. Bo każdy chciał się go pozbyć, mimo tego co potrafił zrobić dla ludzi. Obiecałem mu, że napiszę o nim książkę, więc to zrobiłem. Spoczywaj w spokoju Radek. Razem z Rapidem dbamy o twoje dzieci i żonę, włos im z głowy nie spadnie. 




KONIEC
******************

środa, 30 lipca 2014

Rozdział XLII

Obudziło mnie wiadro lodowatej wody, zorientowałem się, że jestem przywiązany łańcuchami do krzesła, siedziałem w słabym świetle, a dookoła mnie nie było nic prócz ciemności. Przede mną stało dwóch ludzi w kominiarkach, ubrani w bojówki, buty bojowe, czarne bezrękawniki, wytatuowani, ktoś z pieniędzmi ma swoich ludzi i chce się pozbyć konkurencji, ale kto? Po chwili wyłania się moja Coco Chanel, tym razem nie wygląda jak tępa suka w mini, a raczej jedna z tych twardych lasek w armii. Podeszła do mnie spojrzała mi głęboko w oczy i się uśmiechnęła gniewnie. Po chwili się nachyliła, delikatnie położyła dłoń na moim policzku i wyszeptała.
-Przepraszam, musiałam, wyjdziesz stąd żywy. – Patrzyłem na nią gniewnym spojrzeniem, bo nie wiedziałem o co tu chodzi. Gdy tylko się odsunęła wszedł jakiś mężczyzna. Mówił po Rosyjsku. Długa czupryna, jakieś 185cm wzrostu, palił cygaro, podszedł do mnie i powiedział już po angielsku.
-Nabruździłeś mi w interesach, Kruk. Teraz mi trochę ułatwisz zadanie, a raczej twoi kumple będą musieli to zrobić. Mam pewną propozycję.
-Pierdol się. – odpowiedziałem.
-Cóż. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem, myślałem że dobijemy interesu. – Po kilku obejściach mnie, w końcu zgasił cygaro na mojej klatce piersiowej, zacisnąłem zęby i wykorzystałem ból, do racjonalnego myślenia. – Twarda sztuka z ciebie, a jedynie czego chciałem, to żebyś ugadał mnie ze swoimi kontaktami w Azji, no i odpalił mi połowę swojego majątku. Dalej jesteś tak negatywnie nastawiony, czy mamy się zająć twoją rodziną?
-Odpierdol się od mojej rodziny pierdolony kutasie!
-Odpierdolić, to ja ją mogę, tym gnatem, podoba ci się? Na pewno się spodoba twoim dzieciakom.
-Tnij ich tylko skurwiały piździelcu.
-To co?! To co mi zrobisz?! – warknąłem tylko pod nosem i modliłem się o jakieś wybawienie. Byłem tak ograniczony, że przy najdelikatniejszych ruchach podrażniałem sobie skórę, a krew, która spływa z ran, łaskoczę moją skórę.
-Pamiętasz ją? Pamiętasz?! – pokazuje mi zdjęcie dziewczynki. Poznaję ją, przecież to ta dziewczynka, którą zabił Rapid, to ta co mnie prześladuje, gdy coś się sypie.
-Mój tatuś w końcu cie dorwał. – śmieje się – Teraz zginiesz – chichocze – już dużo ci nie zostało. – Zacząłem wrzeszczeć i rzucać się na krześle.
-Doskonale ją pamiętasz, prawda? Mam nadzieję, że cie prześladuje po nocach. – Uderzył mnie w twarz. Ja splunąłem mu prosto w oczy. Więc ten zaczął mnie okładać pięściami. Raz za razem coraz mocniej. Czułem, że połamał mi nos, gdy przestał, zacząłem wypluwać krew, która zgromadziła mi się w jamie ustnej.
Jeden z bojowników ruska przystawia mi broń do głowy. Nagle tylko słyszę świst kuli i dźwięk tłuczonego szkła. Rozbryzg krwi i żołnierz, który stał obok leży już na ziemi we własnej krwi. Po chwili nasłuchiwania ciszy słyszę, że nadlatują helikoptery, patrzę na ruska i nie wiem co się dzieje, patrzę na Lidie, a ta mi puszcza oczko, wyciąga broń i zabija Rosjanina, a potem drugiego bojownika. Patrzę na nią i za chuj nie wiem co jest grane, uwalnia mnie ze ścisku łańcuchów, nie ufnie łapię pistolet, który miałem przystawiony do głowy i celuję do niej, ona podnosi ręce do góry, nic nie mówiąc, emocje się we mnie gotują, coś ściska mi serce i zaraz eksploduje, nie wiem co mam robić, nie wiem czy pociągnąć za spust, czy dać jej żyć. W końcu rzucam długą kurwą i opuszczam broń. Zaciskam zęby i biegnę do wyjścia, choć nie wiem, czy to tak naprawdę wyjście. Po  chwili ona mnie dogania.
-Jeżeli chcesz wyjść stąd żywy, to musisz mi zaufać.
-Co tu się dzieje do cholery, kim są ci ruscy, co to za helikoptery?
-Helikopterami leci Rapid z odsieczą, zapomniałeś że masz GROM w swoim rękach? – w tle słychać odgłosy wystrzałów z karabinów, wybuchy, a ja wciąż próbuję usłyszeć to co mówi do mnie rozsądek, ale skurwiel został we Włoszech.  – Czekaj, masz złamany nos, daj nastawię.
-O nie, spierdalaj.
-No daj, wyglądasz jak Gargamel.
-Oglądałaś smerfy?
-A co, myślałeś że to tylko w Polsce się ogląda? dawaj ten zjebany nos! Nie mamy czasu!
-Dobra, kurwa! – Myślałem, że z bólu puszczą mi zwieracze, łzy mi napłynęły do oczu, ale po chwili ból ustał i mogłem zapierdalać w stronę wolności. Po drodze napotkaliśmy niezły opór, bo co może pistolet z dwoma magazynkami na całą armię, odzianych w kevlar pojebów? No kurwa, nie za wiele. Zamknięci w ciężkim ostrzale oczekiwaliśmy wsparcia, nie wiedziałem na którym jesteśmy piętrze, ale gdy czołg wyjebał dziurę w ścianie, połapałem się, że jesteśmy na pierwszym piętrze. Wziąłem Lidię za rękę i nawalałem ogniem zaporowym, by móc wyskoczyć przez dziurę. Niefortunnie poleciałem za daleko i spadłem na dach samochodu, wtedy gdy się pozbierałem, widziałem Pawła, który stał koło jeepa, z założonym M4 na ramieniu i palącym papierosa. Niestety po przetarciu oczu nikogo tam nie było, ale wiedziałem, że muszę się pozbierać i biec do pojazdu, chwyciłem Lidię i wśród kul zatańczyliśmy tango, by móc spokojnie uciec.

W samochodzie spokojnie mi wytłumaczyła, że Rapid o wszystkim wiedział, a ja miałem być tylko przynętą. Główny problem został rozwiązany, teraz wystarczy pozbyć się reszty nielojalnych przyjaciół od interesów. Mam już dość tego gówna, tego rozlewu krwi, strzelanin, porwań, strachu przed nielojalnością, mam kurwa 40 lat! Czas na jakąś emeryturę i tak już zarobiłem pierdoloną fortunę. Z czarnego kruka zrobiłem się białym, czy siwym, jeden chuj. Jestem już za stary na to gówno. Jeśli moi towarzysze chcą wciąż tym siedzieć, niech siedzą, ale ja się odłączam i nigdy nie miałem nic wspólnego z ich brudnym interesem, nie mam nerwów, by brać to wszystko na barki i ręczyć za wszystkich. Kiedyś przez myśl mi przechodziło żeby pozabijać wszystkich, a potem upozorować własną śmierć, ale kurwa, nie potrafiłbym pociągnąć za spust. Klasyczne gówno, im bardziej je ruszasz, tym bardziej kurwi. Pora odejść stąd na dobre i zająć się czymś pożytecznym, legalnym. No… Może nie do końca.

niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział XLI

19 marca 2011 r.

Dziś moje 40ste urodziny. Interesy doprowadziły do tego, że moje włosy zrobiły się siwe, niemalże całe. Panienki, było ich tyle, że nawet nie pamiętam ile, ale do tej pory żadna nie przebiła Lidii. Z dziećmi utrzymuję wzorowy kontakt, z Izą znów jesteśmy blisko, lecz zastanawiam się jak to wszystko się potoczy, gdy dowie się o tym jak szalałem, mam nadzieję, że jest to ukryte za bardzo gęstą mgłą w moich oczach, przecież ona tak mnie potrafi rozczytać… Poza tym wciąż nie mogę przestać myśleć o Lidii, wiem że ona jest tam w Stanach w rezydencji i czeka na mnie, a ja jestem tu we Włoszech z rodziną. Jayden ma już 15 lat, rozumie świat już bardzo dobrze, ma dziewczynę, zaczyna się bawić, niedawno wyczułem od niego alkohol, będę musiał z nim porozmawiać, Laila ma 10 lat i chodzi do podstawówki, kiedy tak na nią patrzę, to zastanawiam się jak ją uchronić przed takimi jak ja… Na dodatek do Polski już nie chce wracać, za dużo złych rzeczy mnie tam spotkało, wszystko mi tam przypomina Pawła, a to strasznie mnie niszczy. Szpaczka tak wypromowaliśmy z Rapidem, że gdzie się nie ruszę, w każdej gazecie jest jego morda, wzbogacił się. „Szczęśliwe pojeby” wywarły wrażenie na całym świecie, wiersze ukradły serca niemalże wszystkim czytelnikom, został okrzyknięty autorem wszechczasów. Gwiazdy z USA przychodzą do niego, by ten im pisał piosenki, z resztą, skubany przez ostatnie 3 lata wyszlifował sobie kilka nowych języków, między innymi włoski, rosyjski i francuski, jeździ po świecie, prezentuje się, wszędzie go pełno, na dodatek, ma zamiar ukończyć jakąś szkołę aktorską, będzie grał w filmach, ale w tym całym zgiełku nie zapomniał o nas. Jak powiedział, tak uczynił, funduje nam transport do niego i co kilka dni robi imprezy na których ostro dajemy sobie w palnik. Oprócz tego wszystkiego ze Szpaczkiem dokonaliśmy cudu, bo nauczyliśmy Rapida mówić po Polsku, idzie mu to zajebiście. Czas leci, a my tumanami nie zamierzamy być, jeździmy na różne spektakle, czytamy wiele dzieł, jesteśmy już znani na skalę światową, poza tym jesteśmy głównymi sponsorami wielu produkcji filmowych. W sumie, nie potrzebujemy już tego całego szmuglowania towaru, szkoda zawracać sobie gitarę, ale skurwysyństwo jest zajebiście uzależniające, dlatego nie możemy od tak sobie tego rzucić. Wpędzamy siebie w kolejne gówno, dlatego że zwracamy na siebie uwagę tych, co wiecznie muszą węszyć skąd mamy taki gruby hajs na kontach. Europa to moje imperium, Rapid ma Stany i część Azji oraz Australię, Ron objął Afrykę i Amerykę Południową. Organizacja 3 asów, ci co muszą, pod taką nazwą nas znają. Już nie pamiętam kiedy ostatni raz trzymałem pukawkę w ręku, ostatnio mam od tego ludzi, obawiam się, że wyszedłem z formy. Ostatnimi czasy mieliśmy mało styczności z brudnym interesem, póki co albo chlejemy we czwórkę, albo latamy po świecie organizując zajebiste kino.
O północy Iza postanowiła mi zrobić już prezent na urodziny i odbyliśmy znakomity stosunek i kurwa wciąż miałem Lidię w głowie. Wyglądała na zadowoloną, ale patrzyła mi głęboko w oczy, bałem się tego. Na dodatek Szpaczek zorganizował imprezę na tą cześć, ale mam tam być sam, bez żony, ani rodziny. Mam tylko nadzieję, że nie przelecę tam kolejnej panienki, to by było przegięcie. Jakoś z rana do mnie zadzwonił.
-Siemano brachu! Dzisiaj będzie palone, walone, tańczone, pite i wiele kurwa innych rzeczy. W końcu 40 lat ma się tylko raz w życiu, nie? – Zaczął się śmiać. Ja również.
-Owszem, ma się tylko raz – powtarzałem głupio. – Co ty Szpaku znowu wymyśliłeś? – zadałem pytanie retoryczne i on doskonale o tym wiedział. – Znowu się uchlejemy jak świnie i nie będę pamiętał co robiłem.
-Nie pierdol, ty przynajmniej nie zacząłeś strzelać w lokalu, by zrobiło się ciszej, bo miałeś zachciankę na szluga. – Padłem ze śmiechu jak mi to przypomniał.
-Co fakt to fakt. To o której będę miał samolot do Paryża?
-O 15:00 z Rzymu.
-W porządku, to do uchlanego.
-Na razie. A Radek! Radek!
-No?
-Lidia też będzie. – Zacząłem się pocić.
-Co kurwa? Serio? Nie mogłeś jej spławić do chuja?
-No jakoś nie mogłem.
-Znowu cie uwiodła?
-No bo wiesz, kurwa no.
-Już ty się nie tłumacz.
-Sory, no.
-Do zobaczenia Szpaku.
-Cześć.
Rozłączyłem się, Iza siedziała na kanapie, piła kawę i obserwowała mnie jak stałem tylko w spodenkach w świetle poranku. Ja patrzyłem na nią i cholernie ją kochałem, ale mój kutas chyba polubił zwiedzanie nowych rejonów. Kurewsko mnie zżera jak tak to wszystko przemyśle, ale chuj z tym, powinienem przestać o tym myśleć.
-Co jest skarbie? – Zapytałem z ciekawości dlaczego tak na mnie patrzy.
-A nic, nic. – spuściła głowę.
-Hej – powiedziałem czule i zaraz przy niej usiadłem, delikatnie dwoma palcami podniosłem jej podbródek i spojrzałem w oczy i ujrzałem łzy – dlaczego płaczesz Słońce?
-Spójrz na swoje ciało, pełne blizn, a te dziary są tylko po to by je zasłonić, doskonale wiesz, że tylko ja potrafię przeliczyć te wszystkie postrzały – No, nie tylko ty, ale przecież ci tego nie powiem, kurwa. – cały czas się boję, że coś ci się stanie, kurwa! Tak bardzo cie kocham, a pieniądze to nie wszystko! I tak ich już mamy multum!
-Kochanie, ale dobrze wiesz, że z czarną organizacją mam już niewiele do czynienia. Tłumaczyłem ci przecież, że wchodzimy w stronę legalnych interesów – kłamałem jak z nut, ale przynajmniej wywołało to spokój. Czasami się tak zastanawiam co by ze mną było, gdyby nie ten cały biznes.
-Poza tym musimy pogadać z Jayem, co do jego wybryku.
-Tak, tak, wiem, ja mam to zrobić, czy chcesz to zrobić we dwoje?
-Zrób to ty, ja się zaraz denerwuję.
-Poza tym ja mam doświadczenie, eh.
-Ja tego nie zamierzałam powiedzieć.
-Wiem, wiem. – poszedłem sprawdzić czy wstał. Jak się okazało nie spał, więc odbyłem sobie z nim długą pogawędkę na temat takich wybryków. Mniej więcej powiedziałem mu, żeby następnym razem mi powiedział, że coś takiego będzie miało miejsce. Jak już coś takiego ma się wydarzyć, to albo niech nocuje u kumpla, albo niech zadzwoni do mnie i przywiozę go późno do domu, gdy Iza będzie już spała. Zrozumiał i zgodził się na taki układ.
Zbliżał się czas wylotu do Paryża, a mój stres się nasilał, niby to kolejna najba, ale jakoś moje przeczucie mówi mi, że coś się spierdoli.   
Godzina 19:14 wchodzę do willi. Impreza trwa, ledwo się odnalazłem. Nie mogłem przejść dwóch metrów po przekroczeniu progu przez 20 minut, non stop ktoś mi składał życzenia, aż wpadłem na nią… Zabójczo piękna w granatowej sukni, Lidia, Boże! Czuć jak wśród niej krążą demony, a pożądanie wydostaje się z jej oczu, na dodatek te przygryzione wargi, które mówią „chodźmy się pieprzyć jakby świat miał się zakończyć dzisiejszego wieczoru.”, jak mam tego nie zrobić po raz kolejny? Nie wiem. Bez słów chwyciła mnie za rękę, muzyka zaczęła zagłuszać wszystko, nawet moje myśli, ciągnie mnie dokądś, a mój wzrok zawiesił się na jej tyłku, nie mogę dostrzec żadnej bielizny przez materiał sukni, a tak zajebiście przylega do jej tyłka. Otwiera drzwi, szybkim zerknięciem poznaję pokój, to sypialnia. Zamknęła drzwi, nie słychać nic, dźwiękoszczelny pokój. Zajebisty projekt. Zamyka drzwi na klucz.
-Teraz dostaniesz najlepszy prezent na świecie. – Podchodzi do mnie szybkim krokiem, popycha mnie w stronę łóżka, oddaję namiętny pocałunek, schodzi nisko, ściągam marynarkę, powoli rozpinam koszulę, ona łapie za mój pasek, po chwili wyciąga mojego przyjaciela, który stoi na baczność, bierze go do ust, nagle dźwięk tłukącej się szyby, coś spada na podłogę, nie mogę dostrzec co to.
Słyszę tylko pisk. Co się kurwa przed chwilą stało? To granat? Próbuję się ogarnąć, ale znikąd dostaję kopa w twarz. Szybko wstaję, próbuję okiełznać co się dzieję, spostrzegam mężczyznę, przystawił mi pistolet do głowy. Już po mnie, odbezpiecza bron, pociąga za spust. Nic się nie stało. Gdy zaczął mi wracać słuch, usłyszałem jak Rihanna śpiewa „sto lat”. Wokół mnie stało pięciu ludzi w kominiarkach, w koncu jeden z nich ją ściągnął. To był Rapid. Pytam go:
-Gdzie Szpak?
-Był tu przed chwilą…
-Kto w ogóle mnie kopnął w twarz?
-Co? Przecież tego nie było w planach. Który go kurwa kopnął?! –Wrzasnął Rapid. Oboje patrzymy na siebie i zaczęliśmy się śmiać, bo oboje wiedzieliśmy, że to Szpaczek i dał dyla. Spojrzałem na Lidię.
-A nie mówiłam? – Powiedziała.
-Gówno prawda, narobiłaś mi tylko ochoty. – Wszyscy w pokoju zaczęli się śmiać.
-Spokojnie, jeszcze posmakujesz dziś tej cipeczki – powiedział Rapid. – teraz chodź, mam ci coś do powiedzenia. – Przeszliśmy do ustronnego miejsca, z dala od imprezy. Gdy przekroczyłem próg, naprzeciw mnie, na ścianie były rozwieszone zdjęcia z podpisami, to wszystko wyglądało na plan działań. Rapid wpadł na pomysł, mam nadzieję tylko, że nie wjebiemy się przez to w gówno.
-Co to jest? – pytam.
-Plan do działania. – odpowiadam.
-Ale to już wiem, więcej szczegółów. O chuj w tym chodzi?
-Ktoś chce nas wyruchać i buntuje przeciw nam naszych wspólników, a ci zabijają naszych. Trzeba temu zapobiec, a jedynie co zmienia zdanie naszych wspólników to pieniądze, a więc to jest mapa całego świata i banków, w których mają pieniądze. Wszystkie ich konta ściągamy do zera.
-Ile z tego będzie pieniędzy?
-Z tej akcji będzie tyle, że kolejne trzy, cztery pokolenia będą podcierały się studolarówkami w sraczu.
-To jest kwota na jakieś 200 bilionów dolarów z groszem. – mówi jeden z najlepszych hakerów jakich znam. Morris.
-Skąd oni kurwa zebrali tyle pieniędzy?
-Wiesz, jakbyśmy okradali wojsko i ich maszyny, a potem je sprzedawali, to taką kwotę byśmy zdobyli w kilka tygodni. – tłumaczy Rapid.
-Ja pierdolę… - Zacząłem się drapać po głowie. – Ta akcja przecież zajmie przynajmniej rok. A ludzie? Ogarną to wszystko?
-Muszą, inaczej skończymy w piachu.
-W większości banków będą potrzebni tylko hakerzy, a że Morris jest najlepszym z najlepszych, to może sam to ogarnąć w tydzień, do reszty potrzebni są ludzie, którzy zniszczą sieć banków.
-Kabum?
-Dokładnie.
-To w takim razie powinno pójść gładko.
-Chcesz brać udział w jakiejś akcji? – Pyta Szpak.
-Żebym znowu przyciągał kule? Nie pierdole. Jak już mamy tyle mamony, to możemy odpierdalać co nam się żywnie podoba, bo ci co będą odwalać robotę za nas, chcą tylko zgarnąć kapuchę i wrócić do domu w jednym kawałku. A wszyscy wiedzą, że Kruk dba o swoich ludzi.
Wyszliśmy z pomieszczenia i kierowaliśmy się na imprezę, kurwa… Już nawet z byle kim się nie bawimy… Tu przemknął mi Chris Brown, tu Ne-yo, nawet Snoop Dogg. Nie wiem jak to się dzieje, ale jest dobrze. Kawałek dalej wypita już, Nicki Minaj paraduje bez stanika przy kilku kolesiach. Kto ich wszystkich do chuja ściągnął do Paryża? Przebrnąłem kawał dystansu, by dojść do baru, poprosiłem o kilka szotów, ale zanim doszedłem do ostatniego, ktoś mnie zaczął obejmować i prowadzić dłoń ku kroczu.
-Zerżnij mnie – szeptała mi na ucho. Po głosie rozpoznałem, że to Lidia. Wypiłem ostatni kieliszek, wstałem i udałem się za nią. Znów znaleźliśmy się w dźwiękoszczelnej sypialni, zaczęła przede mną tańczyć, bardzo seksownie.
-Zabierz mnie stąd. – Zmrużyłem oczy, bo nie wiedziałem dlaczego tego chce. – Zabierz mnie stąd, chodźmy do mnie, do hotelu. Chcę cie mieć całą noc dla siebie. – Zgodziłem się. Chciałem wziąć Rona, by nas zawiózł, ale był już upity, więc zrezygnowałem i poprosiłem jednego ochroniarza imprezy, by nas zawiózł. Dojechaliśmy, w windzie namiętnie się całowaliśmy, ta w końcu oplotła mnie nogami wokół pasa, ja wyciągnąłem swojego kumpla i zacząłem ją penetrować, nierówny oddech, jej piski, w końcu winda się zatrzymuje, popycha mnie w stronę wejścia do apartamentu, rozsiadam się w fotelu, ona siada na mnie, po jakiejś chwili oboje dochodzimy.
-Spragniony? – Spytała.
-Możesz przynieść coś mocniejszego. – Po chwili wróciła z drinkami, wypiłem na raz. Patrzyłem jej w oczy, potem na nos, na końcu na usta, które się uśmiechały. W końcu zaczęło się robić duszno, zacząłem się pocić, obraz ciemnieje, mięśnie słabną, kładę się na ziemi.
-Mam go szefie. – Mówiła do telefonu.

-Ty ździro - ledwie wyrzuciłem. Ostatkami sił próbuje sięgnąć po pistolet, który mam za plecami, celuje, a ona macha mi magazynkiem przed oczami, musiała go wyciągnąć w windzie… Odlatuje, jestem po środku nicości. 

środa, 25 czerwca 2014

Rozdział XL


Kurwa mać, ale dzika z niej zawodniczka, to nie było to samo co z Izą, wykończyła mnie, ja ją. Minęło trochę czasu odkąd spałem w tej sypialni, brakowało mi tego widoku, ściana z szyb, a za nią panorama Los Angeles, tęskniłem za tym, aż muszę zapalić na balkonie.
Nie wiem ile wlałem w siebie alkoholu, nie wiem jak skończył Szpak, nie wiem jak skończył Rapid, nie pamiętam jak ona miała na imię, kurwa, Lejla? Lajla? Lili? Lidia! Tak! Lidia, udało mi się zapamiętać, mam tylko nadzieję, że gdy dochodziłem, to nie krzyczałem Iza… Mam też nadzieję, że nie będzie mi pierdolić, że to przeznaczenie, nie strawiłbym tego. Która godzina? Gdzie zegarek? Leży na podłodze, musiał się zsunąć. Kurwa! Pękła szybka, wskazówki też nie działają… Gdzie telefon? Spodnie, gdzie spodnie? Noc jeszcze młoda, dopiero pierwsza w nocy.
-Co się tak kręcisz twardzielu? – odezwała się Lidia,
-Noc jeszcze młoda, schodzisz na dół? – Zapytałem z grzeczności.
-Nie masz dość? Łał! Zazwyczaj po takiej akcji, tacy jak ty śpią jak dzieci. – Mówiła z fascynacją.
-Nigdy jakoś nie byłem podobny do reszty.
-Sądząc po bliznach, pewnie tak. – Uśmiechnąłem się pod nosem, szkoda tylko, że w myślach kazałem jej spierdalać od moich blizn. – Kim jest Iza? – Zadała to pytanie, nawaliłem?
-A czemu pytasz?
-Bo masz wytatuowaną kobietę na tronie, z koroną i dwójką dzieci wewnątrz serca ze wstęgą „Iza – Love” z tyłu na lewym ramieniu. – Jak ona go zobaczyła?
-Ah, no tak. To moja żona… - Spojrzała krzywo i zrzedła jej mina.
-Masz żonę? Sądząc po tatuażu, dzieci też masz..
-Domyślna jesteś – odparłem.
-Drań z ciebie, wiesz? – Zaklepotała rzęsami.
-Jak widać, kręci cie to. – uśmiechnęła się dziko, wstała z łóżka nie okrywając ciała, dała buziaka i zaczęła ubierać pończochy, potem przeszła do mini, i czerwonej koszuli. Nie ubrała bielizny, chce mi narobić ochoty? Najprawdopodobniej.
-Idziesz się bawić? – Spojrzała zza ramienia. Boże! Jak ona seksownie wygląda! Potrafi wykorzystać swoje wdzięki.
Zszedłem na dół, Szpaczek bawił się na całego. To dość dziwne, bo na trzeźwo stroni od dziewczyn, a teraz pozwala sobie na to, by siedziała przy nim aż czwórka. Każda wpatrzona jak w obrazek, mam nadzieję, tylko że nie strzela auto promocji, może wyjdzie zapalić…
-No i wtedy właśnie napisałem „Jego Love Story” – no jak chuj, że wali auto promocję. Co za gość.
-Szpaku! Idziesz zapalić? – spojrzał na mnie zdziwiony.
-No co, ja nie pójdę? – Dowalił. Zacząłem się śmiać i wziąłem go za ramię. Delikatnie mówiąc, miał lekkie problemy z własnym stawianiem kroków.   
-Co jest chłopie? Jak impreza?
-Zajebiście! – powiedział z takim rozmachem ręki, że aż mu drink wyleciał, może to i dobrze? – Kuuuuuuuuurwa! Idź pan w chuj. Dobra, nieważne. Powiedz mi lepiej jak zamierzacie mnie z Rapidem wypromować.
-Już ty się o to mordo nie martw. Już ty się o to nie martw.
-Zależy mi na tym w chuj, to całe moje życie, wiesz?
-Widzę. – odpowiedziałem z uśmiechem.
-Ej, widziałeś Rapida?
-Tak, Tamara go gdzieś zabrała. – Spojrzeliśmy na siebie i oboje wiedzieliśmy co teraz robi Rapid. Zaczęliśmy się śmiać. Wtedy na taras weszła Lidia. Jezu! Ten tyłek! Na dodatek nie ma na sobie bielizny, momentalnie zgubiłem wątek i zdrowy rozsądek, nawet nie zauważyłem, że spaliłem już fajkę i palę filter. Opamiętałem się, zgasiłem fajkę, a Szpaczek zaczął mnie szturchać po ramieniu.
-Tak w ogóle to jak było?
-Było tak, że bardzo zgrzeszyliśmy, nawet w piekle nie uprawiają takiego seksu, jak my dzisiaj.
-Czyli będę musiał napisać książkę… - Powiedział z westchnieniem.
-Co? – Zapytałem.
-Nie no, nic.
-No co? – dociekałem.
-Bo jestem poetą, nie wiem jak będzie z książką.
-Spróbuj, może coś wymyślisz. Wierze w ciebie. W końcu jak już mam cie promować, to masz być najlepszy, we wszystkim!
-Dobra! – Odparł.
-Od tej pory, będziesz blisko mnie, opowiem ci trochę o moim życiu, co byś wiedział o czym pisać. Teraz wybacz, idę bajerować. – Postukałem go po ramieniu i poszedłem w stronę Lidii. Udaliśmy się w nieco cichsze osamotnione miejsce przed budynkiem, usiedliśmy na trawniku i obserwowaliśmy świecące się LA. Zapaliliśmy kilka jonitów, wypiliśmy kilka butelek piwa i z używki na używkę żar był coraz większy, nie wytrzymaliśmy napięcia, wlazła na mnie i odpłynęliśmy w krainy najlepszych doznań.
W głowie rozbrzmiewało echo słów Izy „Dałeś dupy Radek! Zyskałeś imperium, pieniądze, lecz pozwoliłeś sobie odebrać osobowość, rodzinę.” , głos dziewczynki „dlatego już nie masz rodziny. Jesteś sam jak palec! Sam!”, głos wujka „Jezu! Radek! Musisz się opanować i być mężczyzną. Teraz już nie będziesz miał ucieczki od tej drogi.” I głos Pawła „Zmieniłeś się…” „Spójrz na siebie, tym całym ćpaniem i piciem niszczysz sobie życie. Przede wszystkim niszczysz je Izie i dzieciakom.” Zerwałem się. Chciało mi się pić, głowa bolała mnie jak cholera, chcę się ruszyć, ale nie mogę, Lidia jest tak we mnie wtulona, że ograniczyła mi wszystkie ruchy.
-Nie ładnie tak zdradzać żonę, proszę pana. Nie ładnie się tak zabawiać, gdy dzieci płaczą z tęsknoty za ojcem. – Mówiła do mnie dziewczynka stojąca na wprost łóżka.

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział XXXIX

Siedział przy barze młody chłopak, coś ponad dwudziestu lat, biała długa koszula, czarne spodnie, nowe białe Nike, na głowie czarno-biały snap cap z emblematem Brooklyn Nets, na nosie miał lotnicze okulary przeciwsłoneczne, z takim wyglądem panienki go osaczały, mimo to jednak dopił drinka, odpalił fajkę i poszedł od nich szybkim krokiem. Gej? Czy może też nienawidzi ludzi jak ja.
-Widziałeś to? – zadałem pytanie w kierunku Rapida.
-Ale co?
-No to jak sobie poszedł w chuj od dziewczyn. Kurwa i to nawet nie byle jakich. – Wyjaśniałem.
-Aaa… O to ci chodzi. Nie, spokojnie, to nie gej. – odetchnąłem z ulgą. – On taki jest, kiedyś mi powiedział dlaczego, tylko muszę sobie przypomnieć. – Po dłuższej chwili sobie przypomniał – już wiem!
-No więc?
-Zacytuje ci „Żadna ilość cipek z górnej pułki nie zastąpi ci prawdziwej miłości do prawdziwej kobiety.”
-Głębokie, aczkolwiek gdzieś to już słyszałem.
-Nieważne, chodź, przedstawię cie.
Siedzieliśmy przy stoliku już dobre kilka godzin, rozmawialiśmy na setki tematów i co ważniejsze Szpaczek ma coś takiego w sobie co przyciąga ludzi. Nie wiem jak to robi, ale ma chłopak gadane, wie jak się dopasować, to dobre, ale zdradliwe, bo nie wiem czy mogę mu zaufać… Patrzyłem mu w oczy i próbowałem coś z nich wyczytać, ale oprócz ciemnego brązu nie było w nich nic, zupełnie pozbawiony smutków, marzeń, nadziei. Nie pasowało mi to, że tak działa na ludzi.
-Spójrz w jego oczy, no spójrz! Twoje oczy też tak wyglądają pieprzony kryminalisto, jesteście tak kurewsko podobni! Patrz kurwa jacy jesteście udani! Oboje umiecie tylko ranić serca, ale nic poza tym. – wrzeszczała moja wyobraźnia, która stała obok, mój wzrok uciekał na nią.
-Przepraszam, halo? Panie Radku.. – zmarszczyłem brwi, przetarłem oczy, patrzę jak Rapid ze Szpakiem się śmieją, a nad moją głową powinien teraz wisieć zajebiście oświetlony znak zapytania, bo za psi chuj nie wiem o co chodzi.
-Tak? Słucham, co jest? – Rapid ze Szpakiem wpadli w jeszcze głośniejszy śmiech.
-Chce pan złożyć zamówienie?
-Tak, tak, yyy…  - Po chwili zastanowienie powiedziałem – poproszę danie spod piętnastki.
-Się robi, dziękuje. – I poszła.
-Ej… Radek, coś ty się tak na nią patrzył? Zakochałeś się? – śmiał się dalej Rapid. – Patrzyłeś się na nią jak w obrazek. – już nie mógł złapać tchu. Śmiejcie się kurwa, śmiejcie. Co wy możecie wiedzieć o schizofrenii. – Zobaczysz Szpaku, że Radek się z nią prześpi. Spojrzałem na niego, wstałem i rzuciłem im że idę do kibla. Obmyłem twarz wodą, spojrzałem w lustro…
-Teraz sobie porównaj oczy, twoje i jego. – Mówiła do mnie mała dziewczynka. Krzyknąłem „spierdalaj” bardzo głośno.
-Dobra, dobra, już sobie idę. – Obejrzałem się za siebie, a to był wcięty Roman Polański. Powiedziałem sobie sam pod nosem „przepraszam”. Jeszcze raz przemyłem twarz wodą, wyszedłem z kibla, poszedłem na taras, by zapalić fajkę i zacząłem podziwiać panoramę Los Angeles. Na dodatek była tu ta barmanka, spojrzałem na nią i niewinnie się uśmiechnęła… Ale to było pociągające! Zarzuciła włosami na plecy. Wtedy się odezwałem.
-Nie zasługujesz na bycie barmanką, jesteś na to za ładna. – Uśmiechnęła się, wstała, podeszła bliżej, położyła dłoń na moim zaroście i odpowiedziała.
-Dzięki, ale życie z takimi twardzielami też mnie nie kręci. – obróciła się i poszła. Wpatrywałem się w jej tyłek. Najlepszy tyłek jaki kiedykolwiek widziałem. Po chwili odwróciła głowę, uśmiechnęła się i puściła mi oczko. Leciała ze mną w chuja – suka. Pokażę jej co znaczy takie życie przy twardzielach. Zapaliłem kolejnego papierosa i zawołałem barmana z drinkami. Podnosząc rękę z fajką do ust, zauważyłem obrączkę. Symbol wierności… Zostawiłem fajkę w ustach, a pierścionek ściągnąłem. Poszedłem do Rapida, powiedziałem mu, że ona ma dzisiaj skończyć pracę wcześniej, pojechać do domu się przebrać w strój imprezowy i wrócić, niech jedzie z Ronem, a jak będzie się wykręcać, że nie ma w co się ubrać, to niech Ron ją zabierze do centrum handlowego. Pokiwał głową i zrobił o co go prosiłem. Zabrałem Szpaka na fajkę, rozmawialiśmy, piliśmy drinki, spojrzałem na moje białe BMW i na barmankę, uśmiechnąłem się  pod nosem i powiedziałem do Szpaka.
-Jak umrę, napiszesz o mnie książkę.
-Skąd ta pewność, że nie umrę pierwszy? – pytał.
-Bo dziś skorzystam z ostatniego grzechu przysługującego bandycie przed śmiercią.
-Jakiego?

-Zdrady.

wtorek, 27 maja 2014

Rozdział XXXVIII

Wychodząc ze szpitala po raz kolejny, obiecałem sobie, że trafiłem tam ostatni raz.
-Naprawdę w to wierzysz? – wybuchła śmiechem dziewczynka.
Ona wciąż jest przy mnie, dostałem do głowy, z tego co pamiętam pewnie dostałem schizofrenii.
Wróciłem do domu, usiadłem w bogato wyposażonym salonie, usiadłem na sofie i spojrzałem na kuchnię, widziałem w niej Izę gotującą dla mojej rodziny. To ten najwspanialszy widok napawał mnie radością, dawał mi siły, dziś ich tu nie ma, są tylko zdjęcia… „Zjebałeś? To napraw to. Nie poddawaj się, walcz o marzenia. Nie wszystko zawsze musi iść zgodnie z planem, ale najważniejsze, to obyś nigdy nie dał dupy dwa razy temu samemu problemowi.” Rozbrzmiewały we mnie porady od Morello, nie wytrzymam, muszę się napić. Nalałem sobie szklankę Hennessy, podszedłem do kolekcji płyt i wybrałem Tupaca „Until the end of time”, usiadłem przy laptopie i postanowiłem posprawdzać wiadomości oraz skrzynkę pocztową. Kontakty z Francji, Hiszpanii, Włoch, Anglii, Niemiec, Szwajcarii, Chorwacji, Czech, Rosji i Ukrainy pisali o pilne spotkanie dotyczące dalszej współpracy. Kurwa, zupełnie nie mam do tego głowy:

Jako iż ostatnio spotkał mnie wypadek, przez który wylądowałem w szpitalu, jestem zmuszony do dłuższego urlopu, jak i do przesunięcia wszelkich terminów spotkań dotyczący wspólnych interesów naszych firm. Jest mi niezmiernie przykro.
Z wyrazami szacunku,
Wasz najlepszy, najcenniejszy,
Najsilniejszy partner do interesów:
Radek Polansky znany jako Kruk

Wydziergałem maila, wysłałem do wielu i zaraz po tym dostałem wiadomość od Rapida.

Sara i córeczki poleciały do Włoch na kilka tygodni. Chata wolna stary, mam nadzieję, że wpadniesz z Pawłem na najlepszą imprezę jaką tylko ten świat widział! Będą cipeczki! Ale nie byle jakie! Najlepszej klasy! I żeby tradycji tej rezydencji stało się za dość, będą również lśniące gwiazdy! 21 września Cię tu widzę! Będzie też ktoś kogo trzeba wypromować i za wszystkie cipki świata muszę Ci go przedstawić!
Poza tym mam nadzieję, że u ciebie wszystko w porządku, że rodzina zdrowa, a interes się kręci.
Uściski dla mojego białego Zioma!
Rapid!
Co ten się nakręcił! I jeszcze nie wie, że Paweł nie żyje… Kurwa. Będziemy pić za to w chuj. Ciekawi mnie też to, z kim chce mnie przedstawić i ciekawe co za gwiazdy pozapraszał. Chwyciłem za telefon i napisałem Ronowi sms’a, że będę go potrzebował, bo za cholerę nie opuszczę tej imprezy, poza tym Andrew musi wiedzieć, że Paweł odszedł. Dopiłem swój trunek i poszedłem pod prysznic, ściągając koszulę, spojrzałem na swoje ciało, na tatuaże, na blizny, zacząłem myśleć jakim cudem to pobiegło w taką stronę.
-Co jest? Wyrzuty sumienia? Oj przestań. Zajebałeś jakąś setkę osób żeby zdobyć ten majątek, nie masz się czym przejmować, a szczególnie osieroconymi dziećmi. Phi. Też mi wielkie halo. – rzucała ironicznie dziewczynka. Umyłem się, zrobiłem sobie kolację i upijałem się oglądając film „Jestem legendą” z Willem Smithem reżyserii Francisa Lawrence.

21 września byłem już w USA z Ronem, zawiózł mnie do rezydencji, było koło 12 w południe, zrobiłem Rapidowi niespodziankę, zupełnie się nie odzywałem, wymieniliśmy się okrzykami i silnym uściskiem.
-Jak tam stary? Kopę lat! Gdzie Paweł? – Mina mi zrzedła, gdy o niego zapytał.
-Właśnie przyleciałem cie poinformować, że został zamordowany sześć dni temu na moich oczach. – Usiadł z wrażenia. Zaczął płakać.
-Dorwiesz ich kurwa! Obiecaj mi!
-Już ich dorwałem. – zagryzł dolną wargę, po chwili ją puścił i otarł łzy.
-Skurwimy się jak szmaty za jego pamięć. Kiedy pogrzeb?
-Za sześć dni. Zorganizuje mu wojskowy pogrzeb. Tak w ogóle… Z kim ty tak chcesz mnie poznać dzisiaj?
-Z Polakiem! Też jest z polski. Autor, co prawda nie znany, ale od tego tu jestem żeby go wypromować. Szpaczek! Znam jeden jego wiersz na pamięć, słuchaj!

Problem

siedzę w osamotnionym domu,
w samotnym pokoju spoglądam na okno
i obserwuje spływającą po nim krople,
która przeistacza sie w moją łzę,
bo siedzę w samotności, bez nikogo mi bliskiego
chcącego mnie wysłuchać, więc czekam aż ta kropla spłynie,
żeby równie szybko spłynęła łza, a ze łzą mój problem
którego nie chcą wysłuchać.


Opadła mi szczęka, gdy usłyszałem ten wiersz. Ten sam wiersz przecież recytowała mi moja wyobraźnia w szpitalu. Co się kurwa ze mną dzieje?

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział XXXVII

Jestem w opustoszałym szpitalu, jestem na korytarzu, cisza i to taka konkretna, że echo niesie rytm bicia mojego serca, przerażające. Idę przed siebie przy zielonej ścianie, czuję chłód na stopach, widzę windy, chcę wcisnąć guzik, wyciągam palec wskazujący u prawej dłoni, dostrzegam, że jest we krwi, tak samo druga. Opuszczam głowę i moja piżama jest we krwi, ale czy mojej? Nie czuję bólu, nie potrafię się określić.
-Pamiętasz mnie? – mówi głos jakiejś młodej dziewczynki, odwracam się gwałtownie. Poznałem ją… Noc z 2 na 3 lipca 1995 roku, to ta naćpana dziewczynka, która miała mnie zabić. Jest ubrana w czerwonką sukienkę, wygląda w niej na 13 lat. W prawej dłoni trzyma misia przytulonego do klatki piersiowej, zaś w lewej pistolet. – Pamiętasz, widzę po twoich oczach, że mnie pamiętasz, to samo spojrzenie miałeś wtedy, gdy zabił mnie twój przyjaciel, do dziś nie wiem dlaczego. Właśnie… Dlaczego? – pyta mnie zrozpaczona. Nie odpowiadam. – Przecież nie zrobiłam nic złego, po prostu słyszałam strzały, nie chciałam nikogo zabijać, a nawet jeślibym chciała, to nie miałam czym, przecież to tylko zabawka. – Wybuchły we mnie emocje, tamtej nocy umarło niewinne dziecko! A ja je tak osądzałem… Chcę jej odpowiedzieć, ale nie mogę. – Za to ty cały czas robisz coś złego. Naprawdę wierzysz w to, że pociągniesz swoją rodzinę do szczęścia? Spójrz na nich. – Obróciła się w prawą stronę, ja również spojrzałem w tą stronę. Ujrzałem moje dzieci, takie radosne, machały mi. Iza się uśmiechała, lecz kiedy im pomachałem, miny zrzedły, na twarzy Izy widniała nienawiść i łzy, a dzieci stały się takie obojętne…  - Widzisz co im zrobiłeś? Przez ciebie są smutni! Na dodatek umarł przyjaciel waszej rodziny, ty jesteś zerem, dlatego już nie masz rodziny. Jesteś sam jak palec! Sam! – krzyczała, a echo ostatniego słowa niosło się po całym szpitalu.
Zerwałem się ze snu, zorientowałem się, że jestem cały mokry, leże w szpitalu, obok mnie siedzi Iza. Wzruszyła się, gdy zobaczyła, że się ocknąłem, ale po chwili przetarła oczy i zrobiła wściekła minę.
-To kolejny raz, kiedy lekarze przywracali rytm bicia twojego serca. Zatraciłeś się w tym wszystkim Radek, już nie jesteś sobą. Straciłeś siebie, straciłeś Pawła i dziś tracisz mnie, i dzieci. – Wyrywam się żeby coś powiedzieć, a ona we łzach kładzie mi palec na usta i daje mi do zrozumienia, że mam milczeć. – Tego chciałeś? Na pewno nie, lecz ja nie mogę być z ćpunem, z alkoholikiem, z mordercą, kryminalistą… Mam dość. A dzieci? Nawet nie chcą cie widzieć. Dlatego ich tutaj nie ma. Dałeś dupy Radek! Zyskałeś imperium, pieniądze, lecz pozwoliłeś sobie odebrać osobowość, rodzinę. Nie próbuj się ze mną kontaktować, dopóki czegoś ze sobą nie zrobisz. Będę cierpliwa, daję Ci 4 lata, po czterech latach masz wrócić czysty jak łza, zostawiając to wszystko, byś mógł żyć jak normalny obywatel. – Wstała z krzesła i poszła, ja zacząłem płakać, spojrzałem na okno, wciąż padał deszcz, nagle się zorientowałem, że nie wiem jaki dziś dzień.
-Mówiłam, że zostaniesz sam! – usłyszałem głos dziewczynki. Zacząłem rzucać wzrokiem po pomieszczeniu, a ona siedziała na moim łóżku naprzeciw mnie.
-Dlaczego tu jesteś? Czego ode mnie chcesz? Dlaczego mnie dobijasz? Co mam zrobić według ciebie? – Nagle poczułem na sobie wzrok towarzyszy z sali, no tak, przecież gadałem do siebie, ta dziewczynka nie istnieje.
-Chcę ci wskazać drogę, dzięki której odzyskasz część tego co straciłeś.
Ona zniknęła, ja leżałem jak trup i patrzyłem w sufit, oddychałem spokojnie, czułem dobrze znany mi już zapach szpitala. Spojrzałem na prawo, na półce miałem kilka jogurtów, dwie wody i owoce. Iza musiała je przynieść. Gdy wciąż myślałem o niej, pękało mi serce, obróciłem się w stronę okna, leżąc na lewym boku patrzyłem na krople deszczu na oknie, zacząłem płakać. Nagle znów ten głos dziewczynki, zaczęła recytować wiersz.
-                                              Problem

siedzę w osamotnionym domu,
w samotnym pokoju spoglądam na okno
i obserwuje spływającą po nim krople,
która przeistacza sie w moją łzę,
bo siedzę w samotności, bez nikogo mi bliskiego
chcącego mnie wysłuchać, więc czekam aż ta kropla spłynie,
żeby równie szybko spłynęła łza, a ze łzą mój problem

którego nie chcą wysłuchać.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział XXXVI

2 września 2008r.

-Nie wiem co knujesz Radek, nie wiem jak głęboko w tym siedzisz, nie wiem jak przekabaciłeś Adama, ale mnie nie wydymasz skurwysynu, chcesz okłamywać rodzinę, proszę bardzo! Chuj mi do tego! Ale kurwa dopadnę cie! Dopadnę! I rozpierdolę, i pozamykam tą całą jebaną działalność! – wrzeszczał na mnie zdesperowany Bartosz, który złapał mnie na parkingu przed firmą. Odkąd zabili Bobera przyczepili się do mnie z Adamem, ale że mój braciszek wolał posłuchać mnie i mieć z tego niezły pieniądz, to już nic na to nie poradzę. Ja mu wydam kogoś, on mi, on awansuje, ja się bogacę, zajebisty interes. – Będę Cię obserwował Radek! Całe pierdolone 24 godziny w pierdolonym tygodniu! Słyszysz mnie kurwa! Dopadnę cię!
Poszedłem do firmy nie zamieniając z nim słowa, bo co będę z pajacem dyskutował, poza tym wiem, że wie o mnie sporo, dlatego nie zamierzam mu mydlić oczu gównem, a zabić też go nie mogę, bo to mąż mojej cioci, którą kocham jak mamę…
-Rapid wysłał nam nowy statek z towarem. – mówi Paweł siedzący za swoim dębowym biurkiem za 150 tysięcy złotych, jest ubrany w czarny garnitur szyty na zamówienie, nie ubiera się niżej jak drogie wdzianka za łączną sumę 25 patyków.
-Kiedy przypłynie do Gdańska?
-Za 3 tygodnie.
-A jak stoimy z tym co mamy? – pytam patrząc przez okno na panoramę Wrocławia.
-Za dwa i pół tygodnia będą braki. – mówi spokojnie Paweł
-Co z restauracjami? – pytam wciąż obserwując miasto.
-Na poziomie, bez brudu. – odpowiada mi spoglądając na mnie.
-To dobrze. To dobrze. – burczę pod nosem.
-Radek…
-No?
-Wiesz, że ludzie przypinają ci łatkę Montany?
-Kogo?
-No Montany. Tony Montana. – w jednej chwili przypomniał mi się pierwszy film jaki widziałem i w jakiej błahostce siedziałem.
-A co z transportem?
-Nic sobie z tego nie robisz? – patrzy na mnie z zaniepokojeniem.
-Dają radę? Nie trzepią ich na granicach?
-Polski Montana, tak o tobie mówią. W ogóle jak z rodziną?
-Odpowiedz mi do jasnej kurwy! – wrzasnąłem.
-Tracisz nad sobą kontrolę stary, weź sobie wolne, ja się tym wszystkim zajmę.
-Ja? Ja tracę kontrolę? Rządzę kurwa Europą! Rapid siedzi w Stanach i rządni Stanami, a ty mi kurwa mówisz o kontroli? Tak naprawdę chuja wiesz o kontroli! – drę się jak pojebany i w sumie to nie wiem co mnie tak wkurwiło.
-Nie chodzi mi kurwa o biznes! Tracisz panowanie nad sobą! Ogarnij się kurwa!
-Jak mam się do chuja ogarnąć?! Psy mi siedzą na dupie przez pierdolone 24 godziny w jebanym tygodniu! Iza robi mi wojny, dzieciaki zaczynają dostrzegać kim naprawdę jestem. Plotki w szkole ich niszczą, nie odzywają się do mnie. – wyciągnąłem torebkę z koką, podszedłem do szklanego stolika, posypałem kreskę i ją wciągnąłem.
-Widzisz? O tym kurwa mówię.
-Dalej chcesz mi prawić o życiu, czy zarabiać?
-Zmieniłeś się…
-I co? Zastrzelisz mnie?
-Nie, ale przerażasz mnie.
-To może ciebie powinienem zabić? Słabniesz Paweł, a słabość idzie prosto na psy.
-Ja słabnę? Kurwa. Spójrz na siebie, tym całym ćpaniem i piciem niszczysz sobie życie. Przede wszystkim niszczysz je Izie i dzieciakom.
-To zostawię ich w pizdu.. – Paweł wstał, ubrał płaszcz i wyszedł. Za oknem zaczęło lać. Odpaliłem papierosa, stanąłem w oknie i obserwowałem Pawła jak wsiada do swojego czarnego BMW, z piskiem opon wyjeżdża z parkingu, zatrzymał się na stopie. Z dwóch stron podjechały dwa czarne Mercedesy, wysiadają z nich ludzie z pukawkami i zaczynają strzelać do Pawła, papieros wypadł mi z ust, wybiegłem z firmy, podbiegłem do samochodu… Krzyczałem imię Pawła kilkakrotnie na przemian z jego ksywką, jestem przy drzwiach, patrzę na niego i jest podziurawiony. Trzy pociski w głowie, na tułowiu pełno krwi, obstawiałem że miał na ciele z osiem postrzałów, zacząłem płakać jak dziecko, osunąłem się po drzwiach, a do mnie podchodzi Bartosz.
-Widzisz do czego doprowadziłeś? – Prowokuje mnie. – To wszystko twoja wina, twoja pierdolona czarna działalność! To samo dopadnie twoje dzieci! Twoją żonę! Nie daj Boże, że to dosięgnie moją żonę! – wkurwiłem się, aż się cały gotowałem, wyciągnąłem spluwę i przystawiłem mu ją do czoła, zrobiłem groźną minę
-zapierdolę cie jeśli powiesz jeszcze słowo, zapierdole cie skurwysynu jak będziesz węszył, zapierdole cie! Słyszysz! Zapierdole! – wrzeszczałem mu w twarz. Skurwiel uśmiechnął się szyderczo.
-No, strzelaj, dalej, ciągnij za spust! – przycisnąłem mu broń do głowy, ale nie potrafiłem nacisnąć za spust, w końcu odpuściłem i poszedłem w chuj.

Późnym wieczorem siedzę już porobiony w klubie, oglądam wiadomości, piję whisky, palę fajkę i wciąż trąbią o masakrze przed firmą.. Kurwa. Nie wytrzymuję i posypałem kreskę, przyjebałem strzał w nos i powiedziałem sobie, że znajdę skurwieli, zrobię z nich inwalidów i zapierdolę im wszystkich najbliższych na ich oczach. Wciągnąłem jeszcze jedną kreskę i wypiłem do końca to co było w szklance. Nim zdążyłem wyjść z mojego gabinetu, padłem na pysk. Przesadziłem, a w myślach odbijało się tylko echo rozmowy z Pawłem….