niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział XLIII

8 listopada 2013r.

-No to Szpaku, teraz już wiesz wszystko o mnie, każda najważniejsza akcja z mojego życia jest teraz nagrana tu. – popukałem się kilka razy palcem wskazującym po skroni. Kiwnął głową na znak, że zrozumiał co miałem na myśli.
-Trochę przeżyliśmy stary – powiedział z delikatnym uśmiechem na twarzy – te wszystkie jazdy, imprezy, strzelaniny, produkcje. – kontynuował z fascynacją.
-Co fakt, to fakt, cholera, ostatnio zjadają mnie wyrzuty sumienia po tym jak traktowałem moją kobietę. – wróciłem do wspomnień, wszystkie kobiety, seks z tyloma, że już nawet nie potrafię ich policzyć, bo nie byłem w stanie spamiętać imion.
-Wiesz przynajmniej ile razy to zrobiłeś?
-Nie wiem, ważne że zrobiłem to wiele razy. Boli w chuj. Bo przecież nie powinienem. – Z poczuciem winy wstaję od stołu, na którym leży album ze zdjęciami, biorę szklankę, nalewam trochę alkoholu i staję przy oknie by podziwiać widok na morze. Odpalam papierosa, a Szpak staje tuż obok mnie i klepie po ramieniu na znak zrozumienia. Stoimy w takim milczeniu przez kilka minut, aż usłyszałem trzask drzwi, szybkie, silne stąpanie. Ten dźwięk obcasów od lat mi mówi, że Iza jest na mnie wkurwiona o coś i właśnie nadchodzi mnie opierdolić. Wchodzi do gabinetu.
-Ty jebany skurwysynu! – podeszła do mnie i strzeliła mi w twarz. – Od jak dawna i z iloma?! – Dowiedziała się… Ale skąd? Ktoś wychlapał?
-Co? – udawałem głupka, próbowałem kłamać… Znów. Potem w tym całym wrzasku i łzach wyłapałem, że Iza złapała wirusa HIV. A to znaczy, że sam jestem nosicielem. Złapałem się za głowę, usiadłem na krześle, złapałem za moje czarne, pofarbowane włosy… Po kilku minutach Iza wchodzi jeszcze raz do gabinetu, tym razem z moim pistoletem, który nie był używany od lat.
-Nie! Nie! Nie mogę tak dłużej! Kurwa! Ty nielojalny skurwielu! Tyle lat! Tyle lat cie kurwa utrzymywałam na nogach, gdy nie potrafiłeś już tego wszystkiego dłużej ciągnąć! Dałam ci szanse, czekałam na ciebie prawie 3 lata żebyś się ogarnął, a ty jebałeś wszystko co tylko chodziło! Ty! Ty! Uh! Nienawidzę cię – wrzeszczała jak nigdy, nagle bum! Ból, mój wrzask, krew. Iza postrzeliła mnie w nogę.
-Kurwa! Iza! Ja pierdole! Ty mnie postrzeliłaś!
-Jeszcze nie skończyłam cwelu! Mam ochotę cie zabić! – kłótnia trwała i trwała, prawie udało mi się przekonać Izę, by oddała mi pistolet. Niestety, odsunęła się.
-Radek, przepraszam, ale nie mam sił już do ciebie, tak będzie lepiej. – Usłyszałem trzy wystrzały i nim się obejrzałem, leżałem na podłodze, nie mogłem nic powiedzieć, ból był ogromny, a krew napływała mi do jamy ustnej, kaszlnąłem, moja biała koszula zmieniała kolor na ciemną czerwień. Ostatecznie Iza podeszła, wycelowała w moją głowę. Wahała się długi czas, a mi w głowie rozbrzmiewał najnowszy wiersz Szpaka.

Jeśli zaznasz głodu

Zmieniam swoje życie, nowa baza,
koniec z tym, pf.. Robienie z siebie błazna,
po latach robota nie jest łatwa...
Romantyzm wymiera, zło się wdziera,
wtedy każdy tyłek do ciebie dociera,
to wszystko wszystkie uczucia ściera,
a chęć na gorący seks napiera.
Pieprzone gówno, wybiegłem do przodu,
lecz gdy raz już zaznasz głodu,
zawsze będziesz chciał go nasycić,
twój umysł ten głód poniżej pasa chce przemycić,
jeśli nie zdążysz tego przechwycić,
wchodzisz w strefy zdrad,
a więc w twarz zaczyna ci walić grad,
bo jesteś po środku pustkowia,
a demony testują na tobie nowe grzechy,
które nigdy nie były ujęte przez testament,
nawet nie wiesz, że piszesz już nowy sakrament,
spisany z twojej krwi, spładza lub rodzi,
to tylko kolejne pokolenia, te same błędy, popełniają je młodzi,
ludzkie łzy to ich słodzik,
dlatego jeśli zmieniasz swoje życie,
oddaj swój głód tej jednej kobiecie.
Karma da ci wszystko jeśli ją będziesz pielęgnował,
nigdy nie pozwoli ci byś się z nią targował,
jeśli zechce cie przeleć, to zrobi to bez wahania,
lecz gdy już to zrobi, wychodzisz na bezbronnego drania,
który niby nie ma nic do stracenia,
ale jednak zawsze coś stracisz, a każda strata boli,
byłeś żołnierzem, ale kto by pomyślał, że to kobieta cie rozbroi.


Tak skończyła się historia Radka Polańskiego, znanego jako Kruk. Wybitny umysł, światowej klasy gangster z Polski, który siał rozpierdol jak Tony Montana. Taki nasz, własny Polski Montana. Znałem go był dobrym przyjacielem, dbał o mnie, dbał o wszystkich. Postrzelony ponad 10 razy, przetrwał wszystko, lecz kto by się spodziewał, że zabije go jego własna żona? Popełniła na nim egzekucję, na dodatek jeszcze na moich oczach. Czy będzie o nim głośno? Nie. Bo każdy chciał się go pozbyć, mimo tego co potrafił zrobić dla ludzi. Obiecałem mu, że napiszę o nim książkę, więc to zrobiłem. Spoczywaj w spokoju Radek. Razem z Rapidem dbamy o twoje dzieci i żonę, włos im z głowy nie spadnie. 




KONIEC
******************