wtorek, 27 maja 2014

Rozdział XXXVIII

Wychodząc ze szpitala po raz kolejny, obiecałem sobie, że trafiłem tam ostatni raz.
-Naprawdę w to wierzysz? – wybuchła śmiechem dziewczynka.
Ona wciąż jest przy mnie, dostałem do głowy, z tego co pamiętam pewnie dostałem schizofrenii.
Wróciłem do domu, usiadłem w bogato wyposażonym salonie, usiadłem na sofie i spojrzałem na kuchnię, widziałem w niej Izę gotującą dla mojej rodziny. To ten najwspanialszy widok napawał mnie radością, dawał mi siły, dziś ich tu nie ma, są tylko zdjęcia… „Zjebałeś? To napraw to. Nie poddawaj się, walcz o marzenia. Nie wszystko zawsze musi iść zgodnie z planem, ale najważniejsze, to obyś nigdy nie dał dupy dwa razy temu samemu problemowi.” Rozbrzmiewały we mnie porady od Morello, nie wytrzymam, muszę się napić. Nalałem sobie szklankę Hennessy, podszedłem do kolekcji płyt i wybrałem Tupaca „Until the end of time”, usiadłem przy laptopie i postanowiłem posprawdzać wiadomości oraz skrzynkę pocztową. Kontakty z Francji, Hiszpanii, Włoch, Anglii, Niemiec, Szwajcarii, Chorwacji, Czech, Rosji i Ukrainy pisali o pilne spotkanie dotyczące dalszej współpracy. Kurwa, zupełnie nie mam do tego głowy:

Jako iż ostatnio spotkał mnie wypadek, przez który wylądowałem w szpitalu, jestem zmuszony do dłuższego urlopu, jak i do przesunięcia wszelkich terminów spotkań dotyczący wspólnych interesów naszych firm. Jest mi niezmiernie przykro.
Z wyrazami szacunku,
Wasz najlepszy, najcenniejszy,
Najsilniejszy partner do interesów:
Radek Polansky znany jako Kruk

Wydziergałem maila, wysłałem do wielu i zaraz po tym dostałem wiadomość od Rapida.

Sara i córeczki poleciały do Włoch na kilka tygodni. Chata wolna stary, mam nadzieję, że wpadniesz z Pawłem na najlepszą imprezę jaką tylko ten świat widział! Będą cipeczki! Ale nie byle jakie! Najlepszej klasy! I żeby tradycji tej rezydencji stało się za dość, będą również lśniące gwiazdy! 21 września Cię tu widzę! Będzie też ktoś kogo trzeba wypromować i za wszystkie cipki świata muszę Ci go przedstawić!
Poza tym mam nadzieję, że u ciebie wszystko w porządku, że rodzina zdrowa, a interes się kręci.
Uściski dla mojego białego Zioma!
Rapid!
Co ten się nakręcił! I jeszcze nie wie, że Paweł nie żyje… Kurwa. Będziemy pić za to w chuj. Ciekawi mnie też to, z kim chce mnie przedstawić i ciekawe co za gwiazdy pozapraszał. Chwyciłem za telefon i napisałem Ronowi sms’a, że będę go potrzebował, bo za cholerę nie opuszczę tej imprezy, poza tym Andrew musi wiedzieć, że Paweł odszedł. Dopiłem swój trunek i poszedłem pod prysznic, ściągając koszulę, spojrzałem na swoje ciało, na tatuaże, na blizny, zacząłem myśleć jakim cudem to pobiegło w taką stronę.
-Co jest? Wyrzuty sumienia? Oj przestań. Zajebałeś jakąś setkę osób żeby zdobyć ten majątek, nie masz się czym przejmować, a szczególnie osieroconymi dziećmi. Phi. Też mi wielkie halo. – rzucała ironicznie dziewczynka. Umyłem się, zrobiłem sobie kolację i upijałem się oglądając film „Jestem legendą” z Willem Smithem reżyserii Francisa Lawrence.

21 września byłem już w USA z Ronem, zawiózł mnie do rezydencji, było koło 12 w południe, zrobiłem Rapidowi niespodziankę, zupełnie się nie odzywałem, wymieniliśmy się okrzykami i silnym uściskiem.
-Jak tam stary? Kopę lat! Gdzie Paweł? – Mina mi zrzedła, gdy o niego zapytał.
-Właśnie przyleciałem cie poinformować, że został zamordowany sześć dni temu na moich oczach. – Usiadł z wrażenia. Zaczął płakać.
-Dorwiesz ich kurwa! Obiecaj mi!
-Już ich dorwałem. – zagryzł dolną wargę, po chwili ją puścił i otarł łzy.
-Skurwimy się jak szmaty za jego pamięć. Kiedy pogrzeb?
-Za sześć dni. Zorganizuje mu wojskowy pogrzeb. Tak w ogóle… Z kim ty tak chcesz mnie poznać dzisiaj?
-Z Polakiem! Też jest z polski. Autor, co prawda nie znany, ale od tego tu jestem żeby go wypromować. Szpaczek! Znam jeden jego wiersz na pamięć, słuchaj!

Problem

siedzę w osamotnionym domu,
w samotnym pokoju spoglądam na okno
i obserwuje spływającą po nim krople,
która przeistacza sie w moją łzę,
bo siedzę w samotności, bez nikogo mi bliskiego
chcącego mnie wysłuchać, więc czekam aż ta kropla spłynie,
żeby równie szybko spłynęła łza, a ze łzą mój problem
którego nie chcą wysłuchać.


Opadła mi szczęka, gdy usłyszałem ten wiersz. Ten sam wiersz przecież recytowała mi moja wyobraźnia w szpitalu. Co się kurwa ze mną dzieje?